Malta w lipcu – relacja z podróży

 

W 2010 r. wybrałem się z dwiema przyjaciółkami na Maltę, korzystając z korzystnej promocji Ryanair na lot z Wrocławia. Po znalezieniu promocji wiedzieliśmy, że mamy kilka dni na rezerwację zanim cena pójdzie w górę, dlatego nie zwlekaliśmy zbytnio z rezerwacją. Szczegółami – urlopem, noclegiem – można się martwic później. Wypad wiązał się też z krótkim zwiedzaniem Bolonii, gdzie mieliśmy przesiadkę oraz ze spędzeniem nocy w tym mieście.

Malta to jeden z ciekawszych kierunków krótkodystansowych, dostępnych z Polski. Jest to miejsce, gdzie wg statystyk szansa na deszcz w sezonie turystycznym jest praktycznie zerowa. Klimat śródziemnomorski gwarantuje wysokie temperatury. Osobom, które tak jak ja rzadko opuszczają Europę w oczy rzuci się nieco inna architektura.

W drodze na Maltę – widok z samolotu

W drodze na Maltę – widok z samolotu

Przesiadka we Włoszech: Bolonia

Przesiadka w Bolonii była nam na rękę, gdyż chętnie przywitaliśmy możliwość zwiedzenia przy okazji kolejnego miejsca. Od początku nie planowaliśmy wydawania tam pieniędzy na nocleg, wstępny plan zakładał więc spędzenie nocy na lotnisku lub w innym nieokreślonym miejscu. Jako że chcieliśmy zwiedzić miasto, po dostaniu się do niego autobusem trochę bez planu zaczęliśmy rozglądać się po okolicy.

Naszym subiektywnym zdaniem Bolonia okazała się jednak niezbyt ciekawym miejscem, po rozejrzeniu się po centrum i okolicach stwierdziliśmy, że nie znając ewentualnych atrakcji niewiele zostało do obejrzenia, dlatego dużą część dnia spędziliśmy leniuchując w parku. Wieczór spędziliśmy na oglądaniu włoskiego kina w plenerze w centrum, co było średnio interesujące zważywszy na kompletny brak u nas znajomości języka włoskiego :)

Ponieważ nie chcieliśmy niepotrzebnie wydawać pieniędzy na powrót na lotnisko, postanowiliśmy spędzić noc na dworcu PKP co było średnio trafionym pomysłem. O ile na lotnisku można się w miarę normalnie zdrzemnąć przez jedną noc, o tyle na dworcu był większy hardkor. Ochrona zamknęła poczekalnię i skończyło się, że wylądowaliśmy na peronie, gdzie niepokoił nas w dodatku jakiś nieprzyjemny, lekko agresywny typ. Generalnie towarzystwo było nieciekawe :) Na szczęście było bez groźnych sytuacji, ale ja nieprzyzwyczajony do takich sytuacji całą noc miałem nieprzespaną. Rano ruszyliśmy na lotnisko i tam miała się zacząć ta przyjemniejsza część wycieczki.

Malta: Buggiba

Naszym celem na Malcie była Buggiba, gdzie znaleźliśmy niedrogi i całkiem przyjemny hostel: Lingo Guest House. Jedyną doskwierającą wadą hostelu był brak klimatyzacji, no ale cóż, pocieszała niska cena noclegu. Właścicielem hostelu jest Tony, bardzo sympatyczna osoba :) Dotarcie do hostelu z lotniska było proste, wieczór mogliśmy już spędzić na przechadzce po Buggibie.

 

Buggiba była naszym głównym miejscem wypoczynku, gdzie znaleźliśmy krótką piaszczystą plażę, gdzie mogliśmy się polenić jeden dzień. Większość wybrzeża Malty ma charakter skalisty, mimo że często tworzy piękne skalne formy, to jest mało przyjemna dla kąpieli. Dlatego piaszczysta plaża była miłym wyjątkiem.

Mdina – „Milczące Miasto”

Do Mdiny, zwanej milczącym miastem wybraliśmy się jednym z niesamowitych zabytkowych autokarów, które stanowią flotę komunikacji autobusowej na Malcie*. Są to wspaniałe autobusy z lat 50-tych, ściągnięte z USA i wyremontowane. Jadąc takim autobusem sygnalizujemy żądanie zatrzymania się poprzez pociągnięcie linki pod sufitem, która prowadzi do małego dzwoneczka wiszącego nad kierowcą. Do dzisiaj zresztą stosuje się ten zwyczaj w USA, gdzie w nowoczesnych autobusach linki są teraz częścią urządzenia elektronicznego.

Malta - autobus

Malta – autobus*

* niestety z tego co wiem – obecnie już zabytkowe autobusy zostały zastąpione nowoczesnymi pojazdami, a szkoda moim prywatnym zdaniem…

Określenie „milczące miasto” wynika z wyludnienia tego zabytkowego miasta, które kiedyś było stolicą Malty. Klimatyczne miasto wraz z jego zabytkami i cichymi, wąskimi uliczkami zdecydowanie jest warte zwiedzenia.

W Mdinie odwiedziliśmy też Muzeum Historii Naturalnej – zdecydowanie odradzam, strata czasu, muzeum wyjątkowo ubogie i nieciekawe. Piszę to jako osoba uwielbiająca muzea :) Znacznie ciekawsze można znaleźć w przeciętnych miastach Polski. Jedyna jego zaleta, to że zawiera elementy lokalne.

Valletta – stolica Malty

Valletta, jako obecna stolica musiała być odpowiednio ruchliwa i pełna turystów :) Stanowiła niejako przeciwwagę dla cichej Mdiny. Valletta położona jest na niezbyt płaskim terenie. Znajdziemy tam mnóstwo schodów, ciągle chodzi się w dół lub do góry, rzadko po płaskim.

Valletta – port

Valletta – port

Valletta jest pięknym miastem, pełnym zabytków i pięknej architektury. Chociaż robi niesamowite wrażenie, nie mieliśmy wystarczająco wiele czasu, żeby ją dokładnie zwiedzić. Valletta jest też zdecydowanie dobrym miejscem dla osób lubiących robić zakupy, tam powinno znaleźć się coś wartego przywiezienia z podróży. Mi rzuciła się też w oczy duża ilość kotów :)

Valletta – port

Valletta – port

Malta ogólnie

Malta jest bez wątpienia niesamowitym miejscem, biorąc pod uwagę, jak blisko się znajduje. Jest odrębna architektonicznie od większości miejsc w Europie. Niezwykłe skaliste wyspy z klimatycznymi miastami przyciągają i sprawiają, że z żalem opuszcza się to miejsce.

Na Malcie obowiązuje lewostronny ruch drogowy. A dzięki  sąsiedztwu z Włochami możemy znaleźć takie cudo jak „maluch” z kierownicą po prawej stronie :)

Na Malcie obowiązuje lewostronny ruch drogowy. A dzięki sąsiedztwu z Włochami możemy znaleźć takie cudo jak „maluch” z kierownicą po prawej stronie :)

Na Malcie wszędzie porozumiewaliśmy się po angielsku, który jest jednym z języków urzędowych, a w każdym razie powszechnie znanych. Warto zarezerwować więcej niż kilka dni na zwiedzanie wysp, spróbować lokalnej kuchni, w której króluje królik (będący przed wybiciem go największym zwierzęciem, na które można było zapolować na Malcie). Warto spróbować też lokalnego piwa Cisk, dosyć lekkiego, w sam raz na upalny klimat.

Duży pies czy mała krowa?

Duży pies czy mała krowa?

 

Na Malcie jednym z cenniejszych surowców jest woda, oczywiście mowa o słodkiej wodzie pitnej. Dlatego wszędzie będziemy proszeni o jej oszczędne używanie.

Po kilku dniach spędzonych na Malcie, głównie w Buggibie, spieczeni jak raki zmuszeni byliśmy wrócić do Polski, ponownie odwiedzając na jedną noc włoską Bolonię.

Zachód słońca w Buggibie

Zachód słońca w Buggibie

 

Powrót: znowu Bolonia

Bogatsi doświadczeniem ostatnią noc w Bolonii postanowiliśmy spędzić na bezpiecznym i spokojnym lotnisku, mieliśmy jednak ponownie nieco czasu na zwiedzanie. Wpadliśmy na pomysł oddalenia się pieszo z lotniska i zbadania okolicy. Okazało się to świetnym pomysłem, po kilkunastu minutach trafiliśmy na ubocze Bolonii, do jakiejś dzielnicy, która zwykle turystów nie ogląda.

Dzięki temu wzbudzaliśmy zainteresowanie (a głównie to moje koleżanki ;) ), wbiliśmy się do pierwszej napotkanej restauracji celem posilenia i napojenia :) Niestety, z jakiegoś powodu nie chciano nas obsłużyć. A że to nie miejsce turystyczne to oczywiście nikt na miejscu nie mówił inaczej niż po włosku. Język migowy też nie pomagał. Pomógł dopiero serwisant od klimatyzacji, który (jakżeby inaczej) okazał się Polakiem. Oczywiście była pora sjesty i musieliśmy poczekać, na szczęście dostaliśmy kawę i mogliśmy trochę odpocząć. Byliśmy tutaj taką „sensacją”, że dostaliśmy na pożegnanie czapeczki bejsbolówki (różowe ! :D ).

Gdy w końcu coś zjedliśmy pozwiedzaliśmy okolicę, przyjemną dzielnicę na przedmieściach, znaleźliśmy też niewielki park, w którym się ulokowaliśmy na naszą sjestę. W parku zostaliśmy namierzeni przez starszą panią mieszkającą w okolicy, która przyszła do nas na pogawędkę. Pogawędka była trudna ze względu na barierę językową, ale jakoś się nam miło zrobiło :) Gdy wracaliśmy na lotnisko przejeżdżał właściciel wcześniej odwiedzonej restauracji, znowu nam machając i pozdrawiając :)

Noc na lotnisku była spokojna, można się było względnie dobrze (choć twardo) przespać. Po powrocie do Polski stwierdziliśmy, że warto jeszcze kiedyś Maltę zwiedzić, więc może w przyszłości uzupełnię tą relację o kolejną wycieczkę :)


Odpowiedź do artykułu “Malta w lipcu – relacja z podróży

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>