Ukraina i Turcja – cz.1: Zwiedzanie Lwowa

Ostatnimi czasy pojawiają się tanie loty do Stambułu liniami Pegasus Airlines, m.in. z Berlina i Lwowa (koszty rzędu 300 – 400 zł z bagażem rejestrowanym w cenie). Z racji zamieszkiwania w Polsce południowej, postanowiłem wykorzystać okazję i w trakcie jednego wypadu przeznaczyć kilka dni na zwiedzanie Lwowa i kilka dni na zwiedzanie Stambułu.

Organizowanie

Ukraina jest krajem specyficznym, niestety w wielu wypadkach na niekorzyść. Ogromna skala korupcji, dziurawe drogi, czasem nawet nieżyczliwość względem Polaków, każą się zastanowić nad sposobem podróżowania po tym kraju. Naszym celem był Lwów, miasto kiedyś polskie, a obecnie w bezpośrednim sąsiedztwie Polskiej granicy. Szybki wywiad w internecie dał nam jasny obraz jak można tam dotrzeć:


- Samochodem: najgorsza możliwa opcja. Dlaczego? Na granicy przyjdzie stać nawet paręnaście godzin (!), chyba że wręczymy łapówkę, można spodziewać się też przeszukania przez celników. Za ukraińską granicą często Polaków zatrzymują patrole drogówki, które zawsze znajdą powód do mandatu (no chyba że łapówka), jakość dróg ukraińskich też nie powala. Inna sprawa, że sposób jazdy kierowców ukraińskich jest nieco karkołomny, a przepisy są tam jeszcze bardziej umowne niż w Polsce.
- Pociągiem: dobra opcja, do Lwowa jeździ pociąg z kuszetkami, na granicy trwa jednak zmiana podwozia wagonów na szerokotorowe, co zabiera kilka godzin. Dla nas nie było korzystnych godzin przyjazdów, cena też nie była zbyt niska.
- Autobusem: chyba najlepsza opcja, granicę przekracza się szybko, trochę dłużej przy powrocie, gdyż Ukraińcy są kontrolowani przez polskich celników. Jest w miarę tanio, można wyjechać wieczorem np. z Krakowa i dotrzeć na rano do Lwowa. W naszym przypadku Kraków -> Lwów bilet kosztował 110 zł.
- Kombinowana: tani i skuteczny sposób dotarcia do Lwowa to podróż do Przemyśla, stamtąd busem na granicę, przekroczenie jej pieszo, a od granicy do Lwowa dojazd marszrutką (taki jakby bus). Wychodzi szybko i tanio, ale podróż musi się odbywać w dzień.

Nocleg przez Hostelworld.com, przyzwoity hostel ze śniadaniem wychodził ok. ~20 zł. Lokalizacja w centrum miasta.

Pierwsze wrażenia

Wyjechaliśmy z Krakowa o 22:00. Na granicy okazało się, że opinie o przekraczaniu ukraińskiej granicy samochodem nie są chyba przesadzone. Kolejka samochodów ciągnęła się kilometrami przed przejściem granicznym. Niektórym kierowcom wyraźnie puszczają nerwy. Też mamy chwilowy postój, ale pokazujemy tylko paszporty i ogólnie przekroczenie granicy zamyka się w godzinie z hakiem.

Wydawało nam się, że na miejscu jesteśmy pół godziny przed czasem, ale po przestawieniu zegarków o godzinę do przodu zgodnie z lokalnym czasem, okazuje się, że jesteśmy o 6:30, czyli z małym półgodzinnym spóźnieniem.

Dworzec autobusowy nie wygląda zbyt zachęcająco, dopiero zaczyna świtać. Pogoda jak w Polsce czyli zimno, na szczęście trochę pospaliśmy w autobusie, więc zaczynamy się budzić. Trzeba znaleźć autobus do centrum. Próba rozejrzenia się po dworcu nie przyniosła skutków, wybrałem się z kolegą na rekonesans celem poszukania przystanku. Był tuż koło dworca, a właściwie dwa przystanki tuż obok siebie, niestety bez rozkładu jazdy. Adrian, który jest rosyjskojęzyczny dowiedział się od grupy mundurowych, że do centrum jeździ linia 3A. Czekaliśmy sobie w więc na przystanku gdy tymczasem miasto zaczynało się budzić.

Przyjechały dwa trolejbusy, jeden wyraźnie chciał wyprzedzić drugi, zaczęliśmy się zastanawiać, jak chce to zrobić. Otóż wyprzedzanie trolejbusa drugim trolejbusem wygląda następująco:
Pani Kierowca wysiada z trolejbusa, łapie za uchwyty, którymi odczepia „czułki” łączące trolejbus z linią energetyczną, robiąc tam miejsce dla drugiego trolejbusa. Drugi trolejbus wyprzedza pierwszy, korzystając z wolnego miejsca, a po wyprzedzeniu Pani Kierowca odkłada „czułki” na miejsce. Dla nas wyglądało to interesująco, ale dla miejscowych nasze żywe zainteresowanie wyglądało zabawnie :)

Po pół godzinie spóźnienia trolejbusu zaczynaliśmy podejrzewać, że coś jest nie tak, może przegapiliśmy go, albo czekamy na niewłaściwym przystanku? Po 40 minutach przyjechał (później dowiedzieliśmy się, że na Ukrainie takie spóźnienie nie jest niezwykłe, kierowcy zbytnio się nie spieszą, czasem np. rezygnują też z ostatnich kursów nocnych aby wrócić wcześniej do domu, sytuacja zupełnie normalna ;) ).

Podróż komunikacją miejską to doświadczenie bezcenne :D

Zauważyliśmy, że nie kupuje się biletów tylko płaci się gotówką (2 hrywny) kierowcy przy wsiadaniu. Zapakowaliśmy się więc, z naszymi walizami i bagażami podręcznymi (w sumie 6 osób), zapłaciliśmy i ulokowaliśmy gdzieś dalej. Osób wsiadło w sumie sporo, całkowity tłok i brak możliwości ruchu, niestety nie zauważyliśmy odpowiednio wcześnie, że przednie drzwi są do wsiadania, a drugie do wysiadania. Tak się złożyło, że z naszymi walizkami zablokowaliśmy dosyć skutecznie drogę wyjścia z autobusu. Miny pozostałych pasażerów trzeba by po prostu zobaczyć, każdy z nich miał morderstwo w oczach. Dopiero po przejechaniu większości trasy, gdy autobus nieco się opróżnił mieliśmy szansę odsunąć się od drzwi. Na szczęście do linczu nie doszło :)

Do autobusów nie zawsze wsiada się tylko przodem, jeżeli wsiada się z tyłu, podaje się pieniądze innym pasażerom, którzy przekazują je dalej, aż do kierowcy. Kierowca jakimś sposobem liczy ludzi, jeżeli kwota nie zgadza się z ilością osób, każe wysiadać nadprogramowym pasażerom! Przystanki są i autobus zatrzymuje się na nich, ale zatrzymuje się też w dowolnych miejscach. Podobnie jak innych kierowców, przepisy drogowe obowiązują tylko częściowo ;) np. to kierowca decyduje, czy czerwone światło jest od razu powodem do zatrzymywania się.

Pierwsze wrażenia

Z trolejbusu wysiedliśmy na ostatnim przystanku, w samym centrum, kilkanaście minut pieszo od naszego hostelu, do którego dotarliśmy z pomocą mapy. Co do hostelu to mam mieszane wrażenia, przyzwyczajony do zachodnich standardów, byłem raczej rozczarowany. Szybko okazało się, że śniadania w cenie nie ma, czasami nie ma też papieru toaletowego, herbaty i innych szczegółów. Na szczęście było czysto, obsługa okazała się uprzejma, a ciepłej wody nie brakowało (co podobno we Lwowie się zdarza).

Zwiedzanie zaczęliśmy od opery (jeżeli będzie możliwość, polecam zajrzeć do środka), następnie szukając wszystkich bardziej charakterystycznych obiektów Lwowa. Prospektem Swobody, obok pomnika Szewczenki, do pomnika Adama Mickiewicza, gdzie spotkaliśmy pierwszego z wielu miejscowych Polaków. Ten uraczył nas piosenką „Tylko we Lwowie” w zamian za kilka hrywien.

Pierwsze co uderza w tym mieście, to z jednej strony widoczne ślady wielkiej kiedyś świetności, pięknej architektury i wspaniałych budowli, z drugiej strony zaniedbane, zabiedzone ulice i zabytki. Miasto, którego budynki przywodzą na myśl Wrocław czy Budapeszt, sprawia wrażenie ich dawno nie remontowanej i niszczejącej wersji. Charakterystyczny jest też sposób ubierania się mieszkańców Lwowa. Być może ze względu na porę roku dominowały ciemne, najczęściej czarne kolory, prawie wszyscy mężczyźni obowiązkowo nosili na sobie czarne, skórzane kurtki. Ludzie na ulicy wydają się bardziej poważni i zdystansowani niż w Polsce, rzadziej widać uśmiechniętych ludzi. Może to subiektywne wrażenie, ale nie tylko ja je podzielałem.

Niewątpliwie spodobały nam się miejscowe, miłe dla polskiego portfela, ceny. Podobnie jak w Polsce, bogactwem Ukrainy okazały się piękne kobiety. Nasunęło mi się też dziwne spostrzeżenie, mianowicie przechadzając się ulicami, praktycznie nie sposób było spotkać osoby otyłe :)

Dalsze zwiedzanie

Generalnie przez kilka dni pobytu we Lwowie obejrzeliśmy właściwie w całości zabytkowe centrum miasta, wraz z przechadzką na wzgórze Wysoki Zamek, z którego roztacza się piękna panorama miasta. Nie będę się rozpisywał o zabytkach Lwowa, ponieważ mówi o nich każdy przewodnik turystyczny.

Zwiedziliśmy również sławny Cmentarz Łyczakowski wraz z będącym jego elementem Cmentarzem Orląt Lwowskich. Przyłączając się do jednego z „nieoficjalnych” polskich przewodników, można się dowiedzieć wiele interesujących rzeczy, niestety nie zawsze budujących nasz pozytywny stosunek do Ukraińców. Myślę, że to miejsce zdecydowanie jest puntem wartym zwiedzenia, ze względu na bogate pokłady polskiej historii.

Z obiektów nieco bardziej oddalonych od centrum, które też odwiedziliśmy były m.in. Sobór św. Jura, Dworzec Główny oraz Skansen. Ten ostatni niestety raczej nas rozczarował, mimo wielu obiektów, żadnego z nich nie można zwiedzać w środku (nie są wyposażone), co dla nas, jako laików w dziedzinie architektury ludowej, znacznie odebrało atrakcyjność tego miejsca.

Podczas naszego pobytu miały też miejsce uroczystości narodowe wraz z marszem zwolenników UPA. Nie muszę mówić, że jako Polacy omijaliśmy ich szerokim łukiem.

Cmentarz Orląt Lwowskich

Cmentarz Orląt Lwowskich

Życie nocne

Jak w każdym mieście, życie rozrywkowe rozkwita nocą, centrum miasta wypełniają ludzie, a miasto nabiera prawdziwego klimatu. We Lwowie można znaleźć wiele ciekawych lokali.

Dla nas najbardziej niesamowitym miejscem był „Dom legend” – siedmiopiętrowa restauracja, gdzie każdy pokój to straż jakiejś lwowskiej legendy. O ile większość knajp na świecie ma rozłożenie poziome, to Dom legend ma rozłożenie pionowe, piętra łączą wąskie, kręte schodki, na których możemy minąć jednego z kelnerów/kelnerek, z których większość to… karły(!).

Na przykład pokój Lwowskiego czasu zachowuje etalon strefowego czasu i legendy, dlaczego on istnieje.
Pokój legendy o lwowskim bruku zawiera etalon lwowskiego bruku pod kolbą, jak wzór i przykład, że on powinien być właśnie taki. Tu są zebrane instrumenty i wzory bruku z różnych historycznych epok Lwowa.

Na przykład pokój Lwowskiego czasu zachowuje etalon strefowego czasu i legendy, dlaczego istnieje. Pokój legendy o lwowskim bruku zawiera etalon lwowskiego bruku pod kolbą, jak wzór i przykład, że on powinien być właśnie taki. Tu są zebrane instrumenty i wzory bruku z różnych historycznych epok Lwowa.

Wieża telewizyjna górująca nad Lwowem

Wieża telewizyjna górująca nad Lwowem

Z kolei „Kryjówka” jest knajpą bez adresu, do której aby się dostać, należy na wejściu znać hasło. Jest to kontrowersyjne dla nas miejsce, ponieważ poświęcone jest partyzantce UPA (tej samej, która mordowała Polaków). Niemniej koncepcja lokalu jest ciekawa, więc ją opiszę. Wejścia do lokalu broni przebrany partyzant, aby wejść do środka trzeba znać hasło: „Sława Ukrajini!” (Sława Ukrainie), na które należy odpowiadać „Herojam sława!” (Sława bohaterom). Wystrój przypomina właśnie partyzancką kryjówkę, z pepeszami, blaszanymi kubkami, itp. Jest to jedno z najpopularniejszych miejsc we Lwowie.

Galicyjska żydowska knajpa „Pod Złotą Różą” odtwarza ciepło i przytulność żydowskiego mieszkania. Ciekawostką w tym bardzo klimatycznym lokalu jest brak cen w menu. Ostateczny rachunek należy sobie wytargować :)

We „Lwowskiej pracowni czekolady” można znaleźć ponad 50 różnych rodzajów czekoladowych cukierków, w tym 19 trufli o różnych smakach – od klasycznych do owocowych, z kremowym napełnieniem, słodycze z marcepanami i orzeszkami, pokryte czekoladą. Można też obserwować proces ręcznej produkcji słodyczy.

Gdy poruszaliśmy się wieczorem po centrum, nikt nas nie zaczepiał, w przeciwieństwie np. do Krakowa, gdzie trudno się opędzić od zaganiaczy do lokali nocnych.

Jedna z chat w skansenie

Jedna z chat w skansenie

Wyjazd

Opuszczając Lwów chcieliśmy się dostać na lotnisko, z którego naszym następnym celem był Stambuł. Zrażeni niemiłym doświadczeniem z komunikacją miejską, postanowiliśmy dostać się na lotnisko taksówką. Taksówkę we Lwowie najlepiej zamówić telefonicznie na konkretną godzinę, wiadomo wtedy jakiej kwoty się spodziewać. SMS-em otrzymujemy potwierdzenie kwoty oraz numer rejestracyjny taksówki, która ma nas odebrać. Jeżeli zamawia Polak, cena jest z reguły dwukrotnie wyższa niż w przypadku osoby z Ukrainy (lub mówiącej po ukraińsku). Taksówki mimo wszystko są szybkie i tanie, zwłaszcza w rozłożeniu na kilka osób. Również taksówkarze mają swoje sposoby interpretacji przepisów ruchu drogowego, ale poruszanie się taksówką nawet w przy dużym natężeniu ruchu przebiega płynnie.

Nowy terminal lotniska we Lwowie robi świetne wrażenie, wszystko błyszczy nowością i… świeci pustkami. Terminal zbudowany zdaje się głównie pod Euro 2012 sprawił wrażenie prawie nie używanego, pamiętam że po powrocie do Lwowa spędziliśmy na lotnisku kilka godzin w oczekiwaniu na autobus (terminal lotniska jest znacznie przyjemniejszy niż dworzec autobusowy) i przez te kilka godzin nie wylądował żaden samolot!

Odprawa i wylot przebiegły bez problemu, jak w wielu miejscach we Lwowie również tam można się porozumieć bez problemów po polsku. Obserwowaliśmy też pierwszy przylot Pegasus Airlines na lotnisko we Lwowie, podczas którego samolot przywitano wodnym salutem z wozów strażackich, a pilotów chlebem i solom przez uroczystą delegację :) Następnym celem naszej podróży był Stambuł, o czym piszę w kolejnym wpisie.

Powitanie samolotu Pegasus Airlines

Powitanie samolotu Pegasus Airlines

Na koniec

Mam mieszane uczucia co do zwiedzania Lwowa. Historia Ukrainę potraktowała nieco surowiej niż Polskę, kraj toczy obecnie bieda, a Ukraina jest jednym z najbardziej skorumpowanych państw na świecie. Daje to nieco smutny obraz miasta i państwa, które mogłoby być pięknym i przyciągającym miliony turystów, miejscem. Jest to miasto, w którym więcej jest historii polskiej niż ukraińskiej i warto go zwiedzić chociażby z tego powodu. Miastem mimo wszystko piękne, chociaż mniej odstrzelone niż te na zachodzie. Niewątpliwie zwiedzenie Lwowa było ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza dla Polaka.

Mam mieszane uczucia co do zwiedzania Lwowa. Historia Ukrainę potraktowała nieco surowiej niż Polskę, kraj toczy obecnie bieda, a Ukraina jest jednym z najbardziej skorumpowanych państw na świecie. Daje to nieco smutny obraz miasta i państwa, które mogłoby być pięknym i przyciągającym miliony turystów, miejscem. Jest to miasto, w którym więcej jest historii polskiej niż ukraińskiej i warto go zwiedzić chociażby z tego powodu. Miastem mimo wszystko piękne, chociaż mniej odstrzelone niż te na zachodzie. Niewątpliwie zwiedzenie Lwowa było ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza dla Polaka.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>