Autostopem przez Albanię i Macedonię

Pomysł zwiedzenia Albanii zrodził się u mnie kiedy pierwszy raz przeczytałem artykuł o tym kraju przed paroma laty. Doszedłem do wniosku, że Albania to kraj inny niż większość krajów Europy i dlatego szczególnie dla mnie ciekawy. Myślałem, że dotrę tam raczej własnym samochodem przy okazji zwiedzając większy fragment Bałkanów. Jednak mając do wykorzystania ostatnie 10 dni tegorocznego urlopu, postanowiłem rzucić pytanie na forum fly4free. Spytałem, czy ktoś nie ma ochoty na tygodniowy wypad gdzieś w kierunku południowym, byleby niskobudżetowo. Gdy odezwała się Ewa, proponując Macedonię i Albanię, nie zastanawiałem się długo.

Do Macedonii dotarliśmy Wizzairem, lecąc przez Mediolan Bergamo. Następnego dnia porannym lotem z Bergamo dotarliśmy do Skopje. Powrót odbywał się tą samą drogą. Całość kosztu podróży wyniosła ok. 220 zł. Korzystaliśmy z członkostwa z Wizzair Discount Club, które opłacało się wykupić nawet na tą pojedynczą podróż.

O Bergamo nie będę wiele pisał, jest to popularne lotnisko przesiadkowe. Noc w Bergamo spędziliśmy u Carlo, który oferował noclegi w ramach Couchsurfing. Dzięki gościnności Carlo obeszło się bez dodatkowych kosztów, a noc spędziliśmy wygodnie, nie mówiąc o wypasionej kolacji i śniadaniu :) Carlo często ma gości z całego świata, w specjalnym zeszycie kolekcjonuje wpisy odwiedzających we wszystkich możliwych językach.

Skopje

Skopje

Macedonia

Skopje

Po porannym przylocie na lotnisko w Skopje do centrum miasta przejechaliśmy autobusem. Koszt to 2,5 EUR. Wysiedliśmy właściwie w centrum, chociaż trudno było to rozpoznać, dlatego pytaliśmy pasażerów gdzie mamy wysiąść. Pierwsze wrażenia estetyczne nie były szczególnie ciekawe. Skopje powitało nas trochę placem budowy, trochę nowymi budynkami udającymi klasyczne zabytki. Gdy zaczęliśmy zwiedzać centrum szok estetyczny się pogłębiał, do budynków dołączyły dziesiątki pomników. Właściwie to nie wiem czy jeszcze dziesiątki czy już setki. Naprawdę. Skopje może śmiało pretendować do międzygalaktycznej stolicy pomników, fotografie nie oddają ich zagęszczenia, jest ich po prostu mnóstwo. Nad wszystkimi góruje pomnik Aleksandra Macedońskiego wraz fontanną, która po zmroku jest podświetlona na kolorowo i „tańczy” do muzyki z głośników. Całość sprawia niestety bardzo kiczowate wrażenie. Szczęście, że nie całe miasto tak wygląda. Leżąca „rzut kamieniem” od centrum stara dzielnica Carsija wygląda znacznie ciekawiej. Brukowane wąskie uliczki, położone na wzgórzu kuszą swoim klimatem. Mnóstwo knajpek i kawiarni, gdzie można się zatrzymać, zwłaszcza że pogoda zachęcała nas do tego. Od czasu do czasu słychać było muezzinów nawołujących na modły do meczetów.

Pomnikomania w Skopje

Pomnikomania w Skopje

Ze Skopje postanowiliśmy się jeszcze tego samego dnia wydostać autostopem, ale zabraliśmy się za to trochę późno. Za miasto postanowiliśmy wyjechać autobusem miejskim. Jak się okazało wyjeżdża aż 40 km za poza jego granice, co postanowiliśmy wykorzystać i odjechać możliwie daleko. Jako turyści wzbudziliśmy niemałe zainteresowanie, pasażerowie pytali nas skąd jesteśmy, gdzie jedziemy itd. Początkowo zwykle brano nas za Amerykanów. Podobne zainteresowanie towarzyszyło nam później podczas całej podróży, w Albanii chyba nawet bardziej niż w Macedonii.

Jeden z meczetów w Skopje

Jeden z meczetów w Skopje

W końcu opuściliśmy autobus miejski. Nie wiedzieliśmy jak nam pójdzie łapanie stopa, a mieliśmy tylko ok. godziny do zmroku. Stopa łapaliśmy na autostradzie, czy też drodze ekspresowej, co było trochę karkołomne, ale udało się nam zatrzymać samochód po niecałych 10 minutach. Trzech Turków podwiozło nas kawałek, kolejne auto łapaliśmy już po zachodzie słońca i tym razem zawarliśmy przy okazji nową znajomość. Para, która się zatrzymała podwiozła nas na dworzec do Gostivaru (nie było już sensu łapać stopa po ciemku), przy okazji postawili nam kawę w miejscowej kawiarni i umilili nam oczekiwanie na autobus. Mimo moich protestów postawili nam nawet bilet autobusowy do Ochrydy! Ostrzegli nas też przed podróżowaniem autostopem i niebezpieczeństwami ;)

Uliczka starego miasta w Skopje

Uliczka starego miasta w Skopje

Ochryda

Do Ochrydy dotarliśmy wieczorem. Mieliśmy tutaj miejsce w pokoju w pensjonacie. Właściciele pensjonatu okazali się bardzo miłym, starszym małżeństwem. Zaprosili nas na herbatę i pokazali mapę chcąc pomóc zaplanować podróż. Gdy usłyszeli co planujemy bardzo starali się nas przekonać do zmiany planów, strasząc niebezpieczeństwami w Albanii i tym, że to nie możliwe abyśmy podróżowali autostopem ;) Niemniej właściciele byli bardzo przyjaźni i starali się być pomocni.

Ochryda

Ochryda

Sama Ochryda to przepiękne miasto, położone nad Jeziorem Ochrydzkim, dzielącym Macedonię i Albanię. W porównaniu do Skopje trafiliśmy do raju :) Miasto pełne antycznych zabytków, ogrodów, w których rosły figi, granaty i kiwi (trochę ukradliśmy ;) ). Z brukowanych uliczek na wzgórzach roztacza się przepiękny widok na jezioro i góry. Ochrydę zwiedzało się bardzo przyjemnie i aż żal było ją opuszczać.

Ochryda

Ochryda

Z Ochrydy ruszyliśmy na południe w kierunku granicy z Albanią. Pod koniec było trudno złapać okazję, bo jeździło mało samochodów, ale udało się nam dojechać pod samo przejście graniczne. Po przejściu bramek macedońskich trzeba kilkaset metrów przejść po ziemi niczyjej aby dotrzeć do przejścia albańskiego. Mniej więcej w połowie drogi spotkaliśmy parę Niemców, którzy tak jak my podróżowali autostopem, tyle że w przeciwną stronę. Wymieniliśmy niepotrzebne nam już macedońskie dinary na niepotrzebne już niemieckiej parze albańskie leki. Po miłej, krótkiej rozmowie i wymianie informacji ruszyliśmy dalej i przekroczyliśmy granicę Albanii.

Ochryda, Jezioro Ochrydzkie

Ochryda, Jezioro Ochrydzkie

 

w drodze do granicy z Albanią

w drodze do granicy z Albanią

Albania

Kolejnego stopa złapaliśmy jeszcze na przejściu granicznym i nim dotarliśmy do pierwszego albańskiego miasta: Pogradeca. Robi ono raczej smętne wrażenie. Miasto wydaje się biedne i zaniedbane, w dodatku niezbyt bezpieczne. Jak wiele miast Albanii okazało się być rozkopane ze względu na trwające remonty.

W Macedonii i Albanii najpopularniejsze są mercedesy. / Pogradec

W Macedonii i Albanii najpopularniejsze są mercedesy. / Pogradec

Z Pogradeca musieliśmy się dostać niemal pod granicę z Grecją do małej wioski Hoçisht, w której byliśmy umówieni z kolejnym członkiem Couchsurfing, który obiecał nas przenocować. Jechaliśmy tam przez Korcë i Bilisht. Znowu nie zdążyliśmy dotrzeć do celu przed zmrokiem, nasz kolega z Couchsurfingu musiał nas ratować prywatną „taksówką”, którą po nas kawałek wyjechał.

Jezioro Ochrydzkie - Blisko granicy Macedonii i Albanii

Jezioro Ochrydzkie – Blisko granicy Macedonii i Albanii

Taksówki – w Albanii spotkaliśmy kilka ich rodzajów. Zwykłe taksówki ze znaczkiem na dachu, taxi oznaczone tylko żółtymi tablicami rejestracyjnymi oraz zupełnie nieoficjalne, prywatne „taksówki” bez żadnych oznaczeń. Taxi w Albanii jest powszechnym środkiem transportu, używanym też zbiorowo jako mini-busy do komunikacji między miejscowościami. Ceny należy ustalać przed skorzystaniem, aby uniknąć niespodzianek.

Wschód słońca w Hoçisht

Wschód słońca w Hoçisht

Hoçisht jest małą wioską, ale z wyglądu przypomina gęstą zabudową raczej niewielkie miasteczko. Położone w otoczeniu gór w pięknej okolicy. Rano mieszkańcy zbierają się na skrzyżowaniach i przed domami czekając aż prywatne „taksówki” zabiorą ich do pracy w okolicznym Bilisht. W gościnie mieliśmy okazję skosztować m.in. domowego sera :)

Gdy nie ma miejsca na powieszenie prania... / Pogradec

Gdy nie ma miejsca na powieszenie prania… / Pogradec

Po spędzeniu nocy w Hoçisht, następnego dnia mieliśmy do pokonania najdłuższy odcinek, ponieważ musieliśmy się dostać na przeciwległy – zachodni – koniec kraju. Znowu autostopem wróciliśmy tą samą drogą do Pogradeca, a następnie przez Elbasan, Rrogozhinë i Lushnjë dojechaliśmy do Vlorë.

Sprzedaż uliczna / Pogradec

Sprzedaż uliczna / Pogradec

Bunkry – Albania słynie m.in. ze schronów zbudowanych w latach 1972 – 1984. Są ich tysiące, znajdziecie je przy drogach, na plażach, na polach uprawnych, na wzgórzach. Są zarówno mniejsze (jednosobowe?) i większe. Niektóre mają drugie życie, będąc przerobionymi np. na bary.

Bunkry / Albania

Bunkry / Albania

Vlorë jest bardzo ładnym miastem, położonym w środku albańskiej riwiery, z palmami, plażami, wyraźnie wyższą temperaturą (zjechaliśmy z gór do poziomu morza). We Vlorë chyba pierwszy raz zobaczyliśmy w Albanii działającą sygnalizację świetlną ;) Na kolację zjedliśmy w dobrej restauracji owoce morza w cenie niewiele wyższej od obiadu w polskim barze mlecznym.

Vlorë

Vlorë

Tuż pod Vlorë, w Radhimë udało nam się zarezerwować w promocyjnej cenie 13 euro za 2 osoby hotel w dobrym standardzie. To był chyba nasz najlepszy płatny nocleg, ze świetnym widokiem na morze. Nie zabawiliśmy tam jednak długo i rano łapaliśmy już stopa, aby jechać dalej wybrzeżem na południe w kierunku Sarandë. Mieliśmy super szczęście, pierwszym autem, które się zatrzymało, jechała para Niemców, która zdecydowała się zwiedzić te same miejsca co my, mogliśmy więc jeździć razem przez cały dzień. Oprócz transportu mieliśmy też więc sympatyczne towarzystwo :)

w Radhimë

w Radhimë

Autostop – według Albańczyków po ich kraju nie da się podróżować autostopem. Prawda jest jednak zupełnie inna, w Albanii „okazję” złapać jest bardzo łatwo, nawet po zmroku. Najdłużej łapanie stopa zajęło nam ok. 10 minut, najmniej kilka sekund. Zatrzymując stopa trzeba uważać aby przypadkiem nie zatrzymać jednej z wielu taksówek, na wszelki wypadek trzeba się zawsze dopytać czy to nie taksówka, bo może się okazać że ktoś postanowi nas podwieźć, ale zażyczy sobie za to pieniędzy. Barierę językową zazwyczaj można pokonać, dobrze jest mieć ze sobą mapę aby palcem pokazać gdzie się chce jechać. Przydatna jest znajomość języka włoskiego, który jest tutaj najlepiej znanym językiem obcym.

Na trasie do Sarandë

Na trasie do Sarandë

Trasa do Sarandë uchodzi za jedną z najbardziej malowniczych w Albanii. Słusznie :). Widoki są nieziemskie, kręte serpentyny dróg, góry i morze. Czasem jakieś antyczne budowle, zamki, monastyry. Oliwne gaje, słońce przebijające się przez chmury rzucając magiczne cienie, a w górach mgła gęsta jak mleczny budyń ;)

Na trasie do Sarandë

Na trasie do Sarandë

Po drodze warto zatrzymać się w Himarë, miejscowości o greckim klimacie z ruinami zamku i starym kościołem. W powrotną drogę jechaliśmy szybszą trasą, przez Mezopotam, Gjirokastër, Tepelenë po drodze odwiedzając m.in. „Blue Eye” – błękitne źródło bijące z głębokiej, podwodnej jaskinii. Po rozstaniu się z sympatyczną parą turystów z Niemiec, tego dnia wieczorem dotarliśmy do Beratu.

drzewa oliwne

drzewa oliwne

Drogi – drogi w Albanii są w strasznym stanie, czasem są to utwardzane drogi bez nawierzchni, a zazwyczaj ekstremalnie dziurawe drogi asfaltowe. Stan ten ulega jednak poprawie, natykaliśmy się na liczne remonty, a nawet na zupełnie nowy odcinek autostrady. W miastach normalny jest brak kratek kanalizacyjnych, które są wykradane, trzeba uważać aby nie wpaść do jednej z dziur.

Tuż po deszczu świeci słońce / Sarandë

Tuż po deszczu świeci słońce / Sarandë

Berat jest moim numerem jeden w Albanii. Stare miasto, położone na wzgórzu, pełne labiryntów krętych, brukowanych uliczek i domów z kamienia, krytych dachówką. Nad miastem góruje olbrzymi zamek z niesamowitą cysterną (podziemnym zbiornikiem wodnym) z czasów rzymskich.

Nie mogę ci pomóc, jestem koniem / Berat

Nie mogę ci pomóc, jestem koniem / Berat

W Beracie zabawiliśmy dłuższy czas spędzając dwie noce, skosztowaliśmy też fantastycznej Albańskiej kuchni w typowo bałkańskim stylu. W Beracie naszym gospodarzem z Couchsurfing był Artan z żoną i małą Amelią.

Blue Eye – błękitne źródło bijące z głębokiej jaskinii

Blue Eye – błękitne źródło bijące z głębokiej jaskinii

Pociągi – w Albanii istnieją linie kolejowe, uważane obecnie przez niektórych za atrakcję turystyczną, są one jednak praktycznie nie używane. Część linii jest nieczynna, pociągi jeżdżą bardzo rzadko i ekstremalnie wolno. Nie sprawdzają się jako środek transportu, natomiast mogą być ciekawostką, jeżeli ktoś ma na to czas. Są bardzo tanie.

Berat

Berat

W labiryncie wąskich uliczek / Berat

W labiryncie wąskich uliczek / Berat

Z Beratu ruszyliśmy w kierunku północnym, najpierw znowu na wybrzeże, do Durrës, które osobiście w ogóle mi się nie spodobało. Socjalistyczna architektura, tego – niemałego jak na Albanię – miasta nie przypadła mi do gustu. Miłym akcentem był antyczny amfiteatr, odkryty pod miastem dopiero w XX wieku. Nieświadomie zaczęliśmy go zwiedzać „od kuchni”, przez co nie zapłaciliśmy za wstęp. Z Durrës ruszyliśmy do stolicy kraju – Tiranë.

Owoce na targu w Durrës

Owoce na targu w Durrës

Kawiarnie – Typowo dla kraju muzułmańskiego znajdziemy w Albanii liczne kawiarnie, kawa jest niezwykle popularnym napojem i sposobem na krótką przerwę. Kawiarnie wydają się być pełne o każdej porze dnia, ale spotkamy tam właściwie wyłącznie mężczyzn. Zazwyczaj moja towarzyszka była jedyną kobietą w lokalu. Poza kawiarniami dużo osób spotyka się grając w tryktraka lub szachy.

Kanarki są często wystawiane na zewnątrz / Durrës

Kanarki są często wystawiane na zewnątrz / Durrës

Tiranë jest najbardziej rozwiniętym miastem Albanii, drugim po Durrës, w którym dostrzegliśmy komunikację miejską. Można tutaj znaleźć zarówno zabytki, jak i nowoczesne biurowce czy cętra handlowe. Wydaje się być miastem najmocniej doinwestowanym, kontrastującym mocno z biedniejszymi obszarami kraju.

Tiranë

Tiranë

Znanym obiektem w Tiranie jest koszmarnie brzydka Piramida, relikt czasów socjalizmu, obecnie chyba głównie popularny nośnik dla graffiti. Jeśli ktoś się nie boi można się na nią wspiąć po pochyłych ścianach aby spojrzeć na miasto z góry.

Wnętrze meczetu / Tiranë

Wnętrze meczetu / Tiranë

Również w Tiranë korzystaliśmy z gościnności użytkownika Couchsurfing, Mickey’a z rodziną :)

Relikt przeszłości, postsocjalistyczna "piramida" / Tiranë

Relikt przeszłości, postsocjalistyczna „piramida” / Tiranë

Zwierzęta – nie rozumiem tego, ale w Albanii psy zostały wyprane z agresji. Snują się leniwie, a najczęściej po prostu śpią. Może raz spotkałem się ze szczekającym psem, a jest ich tam mnóstwo. Śpią na środku placów, chodników, przed hotelami. Jest też sporo kotów. Popularne są kanarki, które często spotkamy w klatkach wywieszonych na zewnątrz. Poza miastem jadąc samochodem trzeba uważać na swobodnie poruszające się zwierzęta: krowy, owce, kozy. Co ciekawe parę razy zdarzało się nam też spotykać w miastach „bezpańskie” konie pasące się np. na skrzyżowaniu.

Widok z "piramidy" na Tiranë

Widok z „piramidy” na Tiranë

Ostatnią noc w Albanii mieliśmy spędzić w Librazhd, małym miasteczku, gdzie byliśmy umówieni z kolejną osobą z Couchsurfing. Trafiliśmy tam po drodze zaczepiając jeszcze o pominięty wcześniej Elbasan. Niestety nie udało nam się skontaktować z naszym gospodarzem do momentu dotarcia do Librazhd. Z kierowcą, który nas tam podwiózł nie udawało nam się porozumieć, ze względu na barierę językową, ale nawet gdy nas wysadził, nadal nas nie opuszczał, chyba chciał się upewnić że wiemy gdzie wysiadamy. Weszliśmy do pierwszej napotkanej kawiarni aby skorzystać z internetu wifi, tymczasem nasz kierowca przyprowadził kelnerkę, która mówiła po angielsku. Wyjaśniliśmy jej skąd się wzieliśmy i że mamy tutaj nocleg, tylko musimy się jakoś skontaktować z naszym gospodarzem. Zaczęło się robić koło nas zamieszanie i okazało się, że ktoś zna kogoś, kto zna naszego hosta. Tutaj zaczęło się tango ;) Jakiś chłopak z grupką kolegów (znów nie mówiący po angielsku) zaczął nas gdzieś prowadzić, gdzie dołączyliśmy do innego chłopaka. Ten wyjaśnił nam, że podejdziemy do miejsca gdzie chyba mieszka nasz gospodarz. Okazało się, że tam mieszka jego rodzina, ale ustaliliśmy gdzie nasz host pracuje, kolejna osoba z grupką zaczęła nas tam prowadzić. W końcu dotarliśmy do kawiarni internetowej skąd nasza eskorta wyprowadziła zaskoczonego hosta, który zapomniał o naszym przyjeździe. Po tym wielkim poszukiwaniu, w które chyba zaangażowano pół miasteczka, byliśmy ocaleni ;)

Gra w tryktrak lub szachy / Tiranë

Gra w tryktrak lub szachy / Tiranë

W Librahzd w odróżnieniu od wybrzeża było bardzo zimno (oczywiście nadal cieplej niż w Polsce), co odczuliśmy mocno zwłaszcza w nocy. Miasteczko wynagradzało to za to pięknym, górskim położeniem.

Sprzedawca kukurydzy

Sprzedawca kukurydzy

Bezpieczeństwo – Albania nie jest uważana za bezpieczny kraj, nie polecam samodzielnych podróży, zwłaszcza dziewczynom. Turyści zwracają na siebie uwagę, wartościowe przedmioty również (np. aparat – lustrzanka). Osobiście jednak mimo otrzymywania wielu ostrzeżeń nie mieliśmy jednak absolutnie żadnych złych doświadczeń, spotykane osoby były bardzo życzliwe i gościnne. Początkowo trudno się było przyzwyczaić do tego że spotyka się tak mało kobiet, zwłaszcza w kawiarniach i lokalach.

Imponujące wiadukty kolejowe są dzisiaj prawie nieużywane

Imponujące wiadukty kolejowe są dzisiaj prawie nieużywane

Z Librazdh kierowaliśmy się już ponownie w kierunku granicy z Macedonią, którą tym razem chcieliśmy przekroczyć po drugiej stronie jeziora Ochrydzkiego. W pobliżu znajdowała się mała wioska rybacka Lin, którą postanowiliśmy po drodze odwiedzić. Następnie przekroczyliśmy granicę i znowu byliśmy w Macedonii.

W wiosce rybackiej Lin

W wiosce rybackiej Lin

Stragany – w Albanii wiele rzeczy można kupić na ulicy, są to liczne przekąski, jak grillowana kukurydza czy pieczone kasztany, ale też warzywa i owoce jak np. granaty czy kaki.

Osły są częstym widokiem na wsi / Lin

Osły są częstym widokiem na wsi / Lin

znowu Macedonia

Po przekroczeniu granicy z Macedonią od razu zauważyłem, że łapanie stopa stało się nagle trudniejsze. No ale w Albanii kierowcy czasem zatrzymywali się sami z siebie zanim zdążyliśmy wystawić rękę, trudno żeby tak było zawsze :)

Skopje

Skopje

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić miasto Struga, również położone nad jeziorem. Struga jest ładnym miastem, ale nie dorównuje urodą Ochrydzie. Rzeka Czarny Drin w Strudze płynie na odwrót, tj. wypływa z jeziora zamiast do niego wpływać. Ze Strugi znaną nam już drogą wróciliśmy do Skopje bez żadnych przygód. Skopje zwiedziliśmy jeszcze raz, tym razem wieczorem, pierwszy raz od ponad tygodnia spotykając Polaków. Ostatnią okazję łapaliśmy już w nocy, na lotnisko podwiozła nas grupa wesołych chłopaków. Rannym samolotem wróciliśmy do Bergamo, skąd po krótkim wypadzie na miasto, lecieliśmy do Polski.

Struga

Struga

Zarówno Macedonia, jak i Albania stanowią pewną odskocznię od Europy zachodniej. Są to kraje biedniejsze, ale oferujące też inne doświadczenia niż kraje zachodu. Inna kuchnia, kultura, krajobrazy, zabytki, niezwykle życzliwi i otwarci ludzie. W Macedonii, a zwłaszcza w Albanii prawie nie spotykaliśmy turystów, a tym bardziej z zagranicy. W wielu miejscach budziliśmy zaciekawienie, zadawano nam nieustanne pytania, nawet fotografowano się z nami ;) Jestem jednak pewien, że obydwa kraje będą mocno zyskiwać na popularności i ruch turystyczny będzie rósł. Do tego czasu można się tam na razie cieszyć mniejszym ruchem turystycznym, niskimi cenami i pewną egzotyką.

Zabytkowy monastyr / Ochryda

Zabytkowy monastyr / Ochryda

Nasza wycieczka przez Macedonią i Albanię była bardzo intensywna, w sumie przejechaliśmy stopem ok 1400 km, łapiąc okazję kilkadziesiąt razy. Zwiedziliśmy w ten sposób wiele miejsc i poznaliśmy mnóstwo osób, których życzliwość i gościnność była ogromna. Stawiano nam kawę, obiady, dwa razy mimo protestów kupiono bilety na busa. Podwozili nas Albańczycy, Macedończycy, Turcy, Grecy, Brytyjczycy i Niemcy. Jeździliśmy nowym mercedesem i starą ciężarówką z taboretem zamiast fotela i z nie do końca trzeźwym kierowcą. Przejechaliśmy drogi górskie, wybrzeże, drogi gruntowe i asfaltowe. Była to świetna wyprawa, pełna przygód i nieprzewidzianych okoliczności. Jedne czego żałujemy, to że nie mieliśmy trochę więcej czasu aby zwiedzić więcej miejsc, lub zatrzymać się dłużej w tych, które zwiedziliśmy.

Psom wolno spać wszędzie / Ochryda

Psom wolno spać wszędzie / Ochryda


Odpowiedź do artykułu “Autostopem przez Albanię i Macedonię

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>