Podróż przez Tajlandię – cz.3: Południowa Tajlandia

Bangkok -> Hat Yai -> Koh Lanta -> Krabi: Ao Nang -> Koh Phi Phi -> Phuket -> Hua Hin -> Phetchaburi -> Kanchanaburi -> Pattaya -> Bangkok

Po zwiedzeniu sporej części północnej Tajlandii ponownie wróciliśmy do Bangkoku. Ale tylko po to aby wsiąść do samolotu lecącego tym razem na samo południe kraju.

Byliśmy w Tajlandii już około półtorej tygodnia i jeszcze nie widzieliśmy plaży, cieszyłem się więc na myśl o podróży na południe. Polecieliśmy do Hat Yai, ale miejsce to było dla nas tylko punktem przesiadkowym. Stamtąd busem pojechaliśmy na wyspę Koh Lanta. Ponieważ była to wyspa, dojazd wiązał się z dwoma przeprawami promowymi. Bus podwiózł nas bezpośrednio pod nasz Guest House. Przy samej plaży :)

Ao Nang Beach

Na plaży Ao Nang

Koh Lanta

Czytałem trochę opinii o różnych wyspach Tajlandii. Oczywiście ile osób, tyle różnych zdań można mieć na ten temat. Mi najbardziej spodobała się pierwsza wyspa, na którą trafiliśmy, a to z kilku powodów. Koh Lanta może nie ma tak pięknych plaż i skał wystających  z wody jak Koh Phi Phi. Ale wynagradza to piękną i dziką przyrodą, górzystym, różnorodnym ukształtowaniem i niewielką ilością turystów. Jest mniej skomercjalizowana i można na niej odpocząć od zgiełku i tłumów.

Plaża na Koh Lanta

Plaża na Koh Lanta

Plaż na Koh Lancie nie brakuje, są natomiast trochę zaśmiecone i miejscami skaliste. Morze od strony zachodniej jest dosyć burzliwe, ponieważ nie ma tu żadnych przeszkód osłaniających od fal. Koh Lanta jest górzysta, są tam jaskinie które można zwiedzić, a całą wyspę najlepiej zjeździć skuterem. Przy przeprawie promowej Koh Lanta powitała nas lasami namorzynowymi, które rosną w oceanie, a ich korzenie wyrastają ponad wodę. Spora część to teren parku narodowego, pełnego małp, które jednak są przyzwyczajone do turystów i oczekują od nich smakołyków.

Na takich "stacjach" można zatankować skuter

Na takich „stacjach” można zatankować skuter

Skuterowa wycieczka po Koh Lanta

Skuterowa wycieczka po Koh Lanta

Na Koh Lancie przywitała nas niestety gorsza pogoda, chociaż do tej pory nas rozpieszczała. Kąpiel i opalanie odpadały, przynajmniej na razie. Za to można było pospacerować po plaży (prawie zupełnie pustej!) i odwiedzić kilka restauracji. Czas na tej wyspie zdawał się zwalniać, nikt się nie spieszył, a odpoczynek był głównym zajęciem. Sabaj, sabaj. Turystów prawie nie widzieliśmy, ponoć w sezonie również jest ich mniej niż na innych wyspach. Wieczorem postanowiłem się przebiec po plaży. Przy zachodzie słońca i pomarańczowych chmurach klimat był wspaniały.

Skaliste wybrzeże na Koh Lanta

Skaliste wybrzeże na Koh Lanta

Drugiego dnia pogoda była lepsza, postanowiliśmy pożyczyć skuter i przejechać ile się da. W pierwszej wypożyczalni jako depozyt chciano paszport, więc poszliśmy do kolejnej. Tutaj zgodzili się wziąć jako depozyt moje prawo jazdy :D Cóż, i tak by się nie przydało. Bierzemy skuter i ruszamy. Najpierw zrobiliśmy mały offroad w kierunku jaskini, skuter jakoś to zniósł, ale stwierdziliśmy że wstęp kosztuje zbyt dużo, a co gorsza trzeba czekać na przewodnika.

Koh Lanta

Koh Lanta

Pojechaliśmy więc zachodnią częścią wyspy na południe. Droga wiła się coraz wyżej, a widok stawał się coraz ciekawszy. Ocean widzieliśmy już z dosyć wysoka, czasem w dole pojawiała się plaża z palmami, czasem skały. W którymś momencie na drogę wyszły małpy. Zatrzymaliśmy, zastanawiając się czy będą przed nami uciekać. Nic z tego, małpy nie bały się nas ani trochę, z kilku po chwili zrobiło się całe stado, samce, samice i młode. Wszystkie czekały aż coś im damy. Gdy wyciągałem drugi obiektyw do aparatu, który miałem zawinięty w foliową reklamówkę, małpy myśląc że to poczęstunek natychmiast podbiegły. Niestety rozczarowałem je. Zero strachu ze strony spotkanych naczelnych powodowało, że szybko zaczęły badać nasz skuter, w dodatku wiedziały jak podnieść siedzenie aby zbadać schowek!

Małpa, amatorka skuterów

Małpa, amatorka skuterów

https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xlp1/t31.0-8/12095307_1058975794143202_3609164608366363702_o.jpg

Małpy dobrze widzą gdzie szukać bananów

Jadąc dalej na południe spotkaliśmy jeszcze sporo małp, robiąc im setki zdjęć. Mi się nie znudziły do końca pobytu w Tajlandii, mimo że nie zawsze miłe z nich zwierzaki. Ostatecznie droga dobiegła do wjazdu na teren parku narodowego, w tym miejscu postanowiliśmy zawrócić i przejechać na wschodni brzeg wyspy. Po drodze znaleźliśmy restaurację w pięknym punkcie widokowym, więc zatrzymaliśmy się na jedzenie. Nieco się zdziwiliśmy koniecznością ściągnięcia butów przed wejściem.

W kulturze Tajlandii często można spotkać się ze zwyczajem ściągania butów przed wejściem do różnych miejsc. Wymóg taki istnieje naturalnie w świątyniach i miejscach kultu, ale często też w kafejkach internetowych, u fryzjera, czy u dentysty. Buty uważa się za nieczyste, dlatego czasem nie przystoi w nich wchodzić.

Kolejnym zwyczajem jest trzymanie swoich stóp nisko. Nie należy np. wykładać nóg na stół. W świątyni należy siadać natomiast tak, aby nie wskazywać stopami wizerunku Buddy.

Nuda

Nuda

Jedną z często spotykanych potraw jest kurczak lub inne mięso na słodko, z orzechami nerkowca. Jest to smaczne i bezpieczne (bo nie ostre) danie. Po krótkim odpoczynku zjechaliśmy w dół na wschodnie wybrzeże, gdzie znajdują się zabudowania starego miasta. Jechaliśmy właśnie ulicą, wzdłuż której były domy na palach, gdy coś strzeliło w tylnym kole. Niestety łysa, wysłużona opona, postanowiła odetchnąć. Złapaliśmy gumę. W tym momencie zorientowaliśmy się, że wypożyczając skuter nie wzięliśmy żadnego numeru telefonu, czy wizytówki właścicieli. Nawiasem mówiąc nie wzięliśmy też żadnego potwierdzenia, że skuter jest wypożyczony, a nie kradziony ;)

Restauracja z widokiem

Restauracja z widokiem

Cóż, pozostało liczyć na miejscowych. Zacząłem prowadzić ciężki skuter, mijając domy, a gdy tylko widzieliśmy kogoś żywego, staraliśmy się pokazać metodą gestów i dźwięków jaki mamy problem ;) Najpierw jak nam się wydawało, ktoś kazał nam pchać skuter w kierunku wulkanizatora. Jakieś trzy domy dalej kazano nam pchać skuter w przeciwnym kierunku. Na szczęście wzbudziliśmy tutaj jednak zainteresowanie i ktoś wyjął telefon i zaczął z kimś rozmawiać. „Jest nadzieja”, pomyślałem. Faktycznie, po paru minutach przyjechał na skuterze człowiek w koszulce firmy motoryzacyjnej, więc domyśliliśmy się, że to mechanik. Jakimś cudem udało nam się dogadać co do ceny naprawy, z 700 baht utargowaliśmy na 600. Mechanik dał nam swój uroczy różowy skuter (czyżby córki?), a sam wsiadł na nasz i kazał jechać za sobą. Parę kilometrów dalej był jego zakład, w którym wymienili nam oponę na nówkę. Nie wiemy czy przepłaciliśmy czy nie, ale postanowiliśmy już nie wspominać o tej historii przy oddawaniu skutera. A ponieważ się ściemniało, to od mechanika pojechaliśmy prosto do miejsca gdzie go wypożyczyliśmy. Więcej problemów ze skuterem nie było. Niestety na Koh Lancie zdarzyła mi się awaria aparatu fotograficznego, więc większość kolejnych fotografii pochodzi z telefonu komórkowego.

Wymiana opony

Wymiana opony

Koh Lanta bardzo mi się spodobała. Jeżeli możecie wytrzymać bez białego piasku, a szukacie wyspy, na której można odpocząć, to będzie właściwe miejsce. Po Koh Lancie, również busem, wybraliśmy się do prowincji Krabi, a konkretnie do Ao Nang.

Widzimy cię.

Widzimy cię.

Ao Nang

Krabi i Ao Nang to bardzo popularne wśród turystów kierunki. Widać to na pierwszy rzut oka, są to typowo turystyczne kurorty. Większość pocztówkowych fotografii z wystającymi z wody skałami i drewnianymi łodziami, pochodzi prawdopodobnie z tych rejonów. Nawet poza sezonem było tu sporo ludzi. Wraz ze wzrostem liczby turystów nastąpił też wzrost cen. Na szczęście piękne okoliczności przyrody rekompensowały wszystko.

Plaża w Ao Nang, widoczne są

Plaża w Ao Nang, widoczne są „longtail boats”

Jak pisałem, okolice Krabi to mnóstwo skał i wysp. Wiele z nich można odwiedzić wykupując objazdowy rejs łodzią, do części można dopłynąć samodzielnie, wypożyczając np. kajak (za dosyć słoną opłatą). Plaża w Ao Nang robi lepsze wrażenie niż na Koh Lancie. Jest czysto, a widoki są przepiękne. Niestety ultra-przeźroczysta woda, jaką znamy z pocztówek, nie zdarza się za często, mimo że fale tutaj są bardzo małe.

W drodze na Railay Beach

W drodze na Railay Beach

W Ao Nang wsiedliśmy rano na tzw. „longtail boat”, czyli drewnianą łódź z silnikiem motorowym. Na plaży jest ich sporo i zabierają turystów w różnych kierunkach. Aby wsiąść i wysiąść trzeba się trochę zamoczyć bo wejście i „desant” następują właśnie na plaży. Po zebraniu kompletu 6 osób, popłynęliśmy w kierunku Railay Beach, do której dostać się można jedynie łodzią. Płynie się może 20 minut, które to mijają bardzo przyjemnie, kołysząc łodzią na falach i pozwalając rozkoszować się widokami.

Railay Beach West

Railay Beach West

Railay Beach ma stronę zachodnią z widowiskową plażą i stronę wschodnią z drzewami namorzynowymi i nabrzeżami. Płynęliśmy na Railay Beach West, ale na stronę wschodnią można i warto się przespacerować, chociażby aby zobaczyć Diamont Cave.

Railay Beach East

Railay Beach East

Railay Beach West była chyba najpiękniejszym miejscem w jakim byliśmy w Tajlandii. Popłynęliśmy tam rano i wracaliśmy ostatnimi łodziami. Plaża była względnie pusta, jak widać na zdjęciach, pogoda dopisała idealnie.

Railay Beach East

Railay Beach West

Będąc na Railay Beach przeszliśmy się też na strochę East, mijając sporo turystycznych resortów. Na stronie wschodniej, można się przejść wzdłuż skał aż do jaskini obok małej laguny, w której znajduje się świątynka pełna fallicznych symboli i darów. Miejsce jest pozornie ukryte i niewidoczne, ale niestety było tam sporo ludzi, w tym amatorów wspinaczki.

Jaskinia po wschodniej stronie Railay Beach

Jaskinia po wschodniej stronie Railay Beach

A w jaskinie świątynka ku czci... no.. sami zgadnijcie

A w jaskinii świątynka ku czci… no.. sami zgadnijcie

Koh Phi Phi

Z Ao Nang postanowiliśmy płynąć do Phuket, ale nie bezpośrednio, tylko zahaczając o sławne wyspy Koh Phi Phi (czytaj „ko pi pi”). To wyspy gdzie kręcono film „Niebiańska Plaża” z Leonardo di Caprio, polecane są w większości przewodników i przez wielu turystów. Niestety ja ich nie polecę. Od momentu nakręcenia wspomnianego filmu „niebiańska plaża” przekształciła się w „super duper zatłoczoną plażę”. Wysiadając z promu, trzeba zrobić miejsce następnym wysiadającym, tłum jest wręcz przytłaczający. Nie wyobrażam sobie jak tam musi być w środku sezonu, skoro tak tłoczno jest poza nim. Same plaże są piękne, ale nie powiedziałbym, że jakoś odbiegają od Ao Nang czy Railay Beach. Ceny są oczywiście odpowiednio wywindowane.

Plaża na Koh Phi Phi

Plaża na Koh Phi Phi

Wyspy są właściwie trzy, z czego prom dociera do największej, aby zobaczyć pozostałe należy sobie wykupić dodatkowe rejsy. Jeżeli to dla kogoś ważne, to muszę przyznać że tutaj rzeczywiście piasek był niemal biały, a woda niemal przeźroczysta. Bez wątpienia mogłoby mi się tutaj spodobać, gdyby przyjeżdżało tutaj mniej turystów.

Gdzie jest Nemo?

Gdzie jest Nemo?

Niemniej skoro już tutaj wylądowaliśmy, to zrobiliśmy małą przechadzkę po wyspie. Na szczęście tłum trochę maleje z dala od plaż. Natknęliśmy się np. na miejsce gdzie Tajlandczycy urządzali walki ryb na pieniądze.

Walki ryb

Walki ryb

Tajlandczycy kochają zakłady za pieniądze. Dawniej lubowali się w walkach kogutów, które obecnie są oficjalnie nielegalne. Niemniej spotkaliśmy się w naszej podróży z urządzaniem walk ogromnych chrząszczy na gałęzi bambusa, czy z walkami bojowych rybek. Oczywiście walkom towarzyszą spore emocje, tabele wyników i zmiany właścicieli postawionej gotówki. W dobrym tonie jest przyjść na walkę z własną rybą / chrząszczem ;)

Domki dla turystów na Koh Phi Phi

Domki dla turystów na Koh Phi Phi

Z Koh Phi Phi popłynęliśmy zgodnie z planem na Phuket, sporą wyspę, na której znajduje się miasto o tej samej nazwie.

Phuket

Miasta w Tajlandii są na dłuższą metę raczej nieciekawe pod względem architektury, układu, ulic. Większość wygląda raczej podobnie. Phuket jest miłym wyjątkiem. Znajdziemy tam dużo budynków w stylu portugalskim i chińskim. Phuket wydaje się też być swoistą bohemą artystyczną, sporo tam galerii, hipsterskich lokali, stylowych kawiarni.

„Wzorki” na plaży powstałe z kulek piasku układanych przez kraby

Phuket jako wyspa oferuje kilometry pięknych plaż. Są one oddalone od samego miasta, więc docierać na miejsce trzeba busami, taksówkami lub tuk tukami. Również tutaj jest sporo turystów, ale w czasie naszego pobytu nie było ich na tyle dużo żeby to przeszkadzało. Wśród turystów na pierwszy rzut oka zdecydowanie dominują Rosjanie.

Plaża na Phuket

Plaża na Phuket

Z Phuket wybraliśmy się w najdłuższą, bo prawie całodzienną trasę do Hua Hin.

Miasto Phuket

Miasto Phuket

Hua Hin

Hua Hin jest położone na wschodnim wybrzeżu Tajlandii, od strony Zatoki Tajlandzkiej (poprzednie wyspy i plaże były od strony Morza Andamańskiego). W mieście poza plażami znajdziemy punkt widokowy, do którego najlepiej dojechać, chyba że ktoś tak jak my miałby ochotę na długi spacer.

Widok na Hua Hin

Widok na Hua Hin

Na długim nabrzeżu, znajdziemy w Hua Hin liczne restauracje na palach. Miasto nie jest wielkie i szybko można je zwiedzić. Zapuszczaliśmy się nawet w mieszkalne uliczki na obrzeżach aby zobaczyć jak żyje się w mniejszym mieście. Hua Hin jest stosunkowo spokojne i chiche, jak na standardy tajladzkie (czyli nadal hałaśliwe jak na nasze ;) ).

Owoce morza na straganie w Hua Hin

Owoce morza na straganie w Hua Hin

Z Hua Hin nie tak daleko mieliśmy do kolejnego przystanku na naszej trasie, jakim było Phetchaburi.

Tato z dziećmi przyjechał pokarmić małpki

Tato z dziećmi przyjechał pokarmić małpki

Phetchaburi

Phetchaburi okazało się bardzo ciekawym miastem, z kompleksem pałacowo-świątynnym na wzgórzu oraz niesamowicie klimatyczną świątynią w podziemnej jaskinii. Najpierw udaliśmy się właśnie do jaskinii. Poza nami właściwie nie było tam żadnych odwiedzających.

Schody do jaskinii

Schody do jaskinii

Świątynia zrobiła na mnie spore wrażenie, schodzi się do niej po starych kamiennych schodach, kojarzących się z ruinami z filmów z Indiana Jonesem ;) Jaskinia składa się z jednej ogromnej i kilku mniejszych komór. W największej i w mniejszej znajduje otwór w „suficie”, wpuszczający snop światła. Stalaktyty i stalagmity uzupełniają „wystrój”. Jak to w świątyni buddyjskiej, można w niej znaleźć wiele wizerunków Buddy.

Największa komora jaskinii

Największa komora jaskinii

Przed świątynią spotkaliśmy stado małp, dokarmiane przez turystów. Pierwszy raz widziałem małpy podczas kąpieli i pływania :)

Alejki w parku na wzgórzu pałacowym

Alejki w parku na wzgórzu pałacowym

Wzgórze z pałacem jest bardzo ładnym miejscem, pełnym poskręcanych drzew i wijących się alejek. Jest to cały labirynt, którego zwiedzenie zajmuje parę godzin, tym bardziej że kolejka która wjeżdża na szczyt akurat nie działała. Znajduje się tam też nieciekawe muzeum, w którym można np. zobaczyć królewskie biurko i kałamarz. Pozostałe budynki jak i cały park są warte zobaczenia.

Małpie figle w wodzie

Małpie figle w wodzie

W Tajlandii rodzina królewska jest bardzo szanowana. Należy uważać, aby przez przypadek nawet, nie znieważyć któregoś z jej członków. Np. nadeptując banknot z wizerunkiem króla. Wizerunki króla i reszty rodziny królewskiej licznie występują w całym kraju, na ulicach, w budynkach publicznych czy domach zwykłych ludzi. Kwestie poparcia społecznego dla króla i grupy sprawującej władzę są natomiast bardziej skomplikowane i raczej niezrozumiałe dla laików, jak ja.

Obwoźny sprzedawca mioteł

Obwoźny sprzedawca mioteł

Z niemiłych rzeczy, w Phetchaburi szukając drugiej z jaskiń nadzialiśmy się na stado zdziczałych i agresywnych psów, chociaż te spotykane w innych częściach kraju były bardzo spokojne i pokojowe nastawione. Z Phetchaburi wybraliśmy się do Kanchanaburi, miasta w którym znajduje się słynny „Most na rzece Kwai”.

Kanchanaburi

Kanchanaburi to przede wszystkim miejsce historyczne, w którym w czasie wojny znajdował się obóz jeniecki, którego więźniowie budowali linię kolejową zwieńczoną wspomnianym mostem przebiegającym rzekę Kwai. Most można zwiedzać pieszo, mimo że jeździ po nim pociąg, przejazd którym też jest atrakcją turystyczną. Znajduje się tam muzeum upamiętniające te wydarzenia, ale oprócz tego samo Kanchanaburi również jest interesującym miastem.

Most na rzece Kwai

Most na rzece Kwai

Ponieważ leży nad wspomnianą rzeką, która jest rzeką dużych rozmiarów, możemy tam znaleźć nie tylko pływające domy, ale też pływające restauracje. Na naszych oczach jedna z tych restauracji przypłynęła, holowana przez niewielką łódź motorową.

Pływające restauracje

Pływające restauracje

W Kanchanaburi coraz mocniej dopadała nas świadomość, że nasze wakacje dobiegają końca. Jako ostatni przystanek wytypowaliśmy Pattayę, do której jechaliśmy mijając po drodze Bangkok.

Z pływającym domem przeprowadzka jest znacznie łatwiejsza

Z pływającym domem przeprowadzka jest znacznie łatwiejsza

Pattaya

Pattaya słynie z seks turystyki, ale skalę tego widać dopiero na miejscu. Połowa miasta zajęta jest przez bary i „salony masażu”, a bulwar wzdłuż plaży wieczorem obsadzony jest przez setki ulicznych prostytutek. Do miasta zdają się zjeżdżać głównie Rosjanie, których było tutaj mnóstwo i stanowili zdecydowaną większość wśród turystów.

„Kasa biletowa” na prom

W lokalach można spotkać przede wszystkim bardzo młode Tajlandki i podstarzałych, pijanych mężczyzn. Jest to chyba jedyne miejsce w Tajlandii, w którym widziałem pijanych ludzi na ulicy, oczywiście turystów. Ulica będąca wizytówką miasta błyszczy neonami klubów ze striptizem, barów i lokali z muzyką taneczną.

Ulica ziemskich rozkoszy

Ulica ziemskich rozkoszy

Tłok jest olbrzymi, ale poza rozrywką miasto nie ma wiele do zaoferowania. Postanowiliśmy się wybrać wieczorem na chwilę na wyspę Koh Larn, na którą bardzo tanio kursuje prom. Wypłynęliśmy tam dosłownie na godzinę, ponieważ musieliśmy wracać następnym promem. Wyspa jest mała i ciasna, bo gęsto zabudowana. Nie wiemy czy są tam plaże, bo nie zdążyliśmy żadnej znaleźć.

Budynki na palach na Koh Larn

Budynki na palach na Koh Larn

Pattaya chyba najmniej nam się podobała. Nie zabawiliśmy tu już jednak długo, po spędzeniu tutaj ostatniej noc w Tajlandii wyjechaliśmy ponownie do Bangkoku, skąd kolejnego dnia mieliśmy lot powrotny.

Ostatni prom z Koh Larn do Pattayi

Ostatni prom z Koh Larn do Pattayi

Kultura w Tajlandii

W trakcie naszej podróży spotkaliśmy sporo ludzi, z różnych zakątków Tajlandii. Kraj ten nie bez powodu nazywany jest „krainą uśmiechu”. Tajlandczycy faktycznie często się uśmiechają, śmiechem reagują też na kłopotliwe sytuacje, np. próbę rozmowy po angielsku z osobą, która tego języka nie zna. Tajlandczycy są też bardzo bezpośredni, nie obawiają się zacząć rozmowy i zadawać pytania na każdy temat.

Uliczne przekąski w Bagkoku

Uliczne przekąski w Bagkoku

Niejednokrotnie spotkaliśmy się z dużą uprzejmością, jak np. wspomniany ochroniarz, który oprowadził nas po najwyższym piętrze najwyższego budynku w Bangkoku. Gdy zapytamy na dworcu autobusowym o autobus w konkretne miejsce, to zwykle znajdzie się ktoś kto zaprowadzi nas do odpowiedniej kasy oraz do stanowiska, z którego odjeżdża ten autobus.

Lotos, święta roślina Buddyzmu, licznie występująca w Tajlandii

Lotos, święta roślina Buddyzmu, licznie występująca w Tajlandii

Tajlandczycy rzadko podnoszą głos. Wydają się być narodem niezwykle pokojowo nastawionym. W całym kraju nie spotkaliśmy się z żadną sytuacją, w której czulibyśmy się zagrożeni. Właściwie poza kilkoma turystami (głównie w Pattayi) nie widzieliśmy nigdy na ulicy nikogo pijanego.

Wrażenia z podróży po Tajlandii mamy piękne. I Wam takich życzę :)


2 odpowiedzi do artykułu “Podróż przez Tajlandię – cz.3: Południowa Tajlandia

  1. Linka

    Szybko się uwinąłeś z kolejną częścią! Dziękuję za cudowne wrażenia jakich doznałam oglądając:) Choć komentarz powinien być krótszy… wystarczyłoby napisać: PIĘKNIE! Miłego wyjazdu na Florydę (mam nadzieję, że nie będzie zbyt dużo padać – słonecznego pobytu:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>