Wietnam cz.1 Ho Chi Minh czyli niezły Sajgon + tunele Cu Chi

 

Pragnę opisać moją kolejną podróż do Azji, celem której tym razem był Wietnam. To moja druga przygoda z Azją południowo-wschodnia po Tajlandii, o czym można poczytać w moich wcześniejszych tekstach. Czym mnie zaskoczył Wietnam? Co warto wiedzieć o tym kraju przed wybraniem się tam? Zapraszam do przeczytania całej relacji z podróży :)

Do Wietnamu leciałem w grudniu liniami Emirates z przesiadką w Dubaju, a miastem docelowym było Ho Chi Minh City, zwane dawniej Sajgonem. Lot był dość męczący ze względu na 12-godzinną przesiadkę, ale niestety od wylądowania do momentu opuszczenia lotniska minęły dodatkowe 4 godziny potrzebne na wyrobienie wizy. Napiszę tutaj, że wizę do Wietnamu można wyrobić w Polsce, ale w tym celu nasz paszport musi trafić z nami lub zaufaną osobą do Warszawy. Jako że mieszkam w Krakowie, postanowiłem wyrobić jedynie promesę wizy przez sprawdzony serwis VietnamVisaPro. Ten etap przebiegł akurat bezproblemowo. Niestety na miejscu formalności zajęły bardzo dużo czasu. Cóż, albo tracimy czas na wyrobienie wizy w Polsce, albo w Wietnamie.

Ho Chi Minh City

Ho Chi Minh City - Nguyen Hue Street

Wszystkie te trudy wynagrodził podmuch ciepłego powietrza po opuszczeniu lotniska. W Polsce zbliżały się w tym samym czasie ponad 20 stopniowe mrozy, w momencie gdy w Sajgonie było ponad 30 stopni na plusie. Warto było przecierpieć te parę godzin na lotnisku :) Jeszcze na lotnisku wymieniłem pierwszą partię dolarów na wietnamskie dongi. I od razu zostałem milionerem. 1 mln VND to około 200 zł w chwili pisania tego tekstu. Dwucyfrowa inflacja spowodowała, że w Wietnamie banknoty przypominają ilością zer te polskie z lat 90-tych.

Wietnamskie dongi - zostań milionerem w minutę

Wietnamskie dongi – zostań milionerem w minutę

Po wyjściu z lotniska zostaliśmy zaatakowani przez tłumy oczekujących ludzi, a po ich ominięciu przez taksówkarzy. Wiedzieliśmy już, że w Wietnamie większość taksówek nie jest godna zaufania. Warto wybierać sprawdzone korporacje: białe taksówki Vinasun lub zielone Mai Linh. Przejazd taksówką z lotniska, do niemal centrum Sajgonu kosztował nas ok 13 zł. Można też korzystać z Ubera albo Graba za podobne stawki. Uważajcie tylko żeby nie zamówić Ubera w wersji skuterowej :)

kierowca Uber w Sajgonie

kierowca Uber w Sajgonie

Sajgon był naszym pierwszym miejscem w Wietnamie i jeszcze nie wiedzieliśmy czego oczekiwać. Mieliśmy tu zaplanowane 3 dni. Zwiedzanie zaczęliśmy od centrum miasta. Jako w byłej francuskiej kolonii większość zabytków to pozostałości po Francuzach: Opera, Poczta, Katedra Notre Dam. Oprócz tego miasto zdaje się być centrum biznesu, z powstającymi wieżowcami, jak np. rzucający się w oczy Bitexco Financial Tower.

Notre Dame - Ho Chi Minh City

Notre Dame – Ho Chi Minh City

W Wietnamie, jak to w Azji, życie odbywa się na ulicy. Na ulicy się handluje, na ulicy można zobaczyć jak pracuje fryzjer, mechanik, czy ktokolwiek inny.

Ulica w Sajgonie

Ulica w Sajgonie

W Sajgonie zacząłem się też zastanawiać nad specyficznym układem budynków, tj. z bardzo wąskim frontem, za to strzelistych i rozciągniętych w górę i do tyłu. Okazuje się, że wysokość podatku od nieruchomości uzależniona jest od długości ściany frontowej, biegnącej przy ulicy. Dlatego aby uniknąć wysokich podatków, domów nie rozbudowuje się wszerz. Tradycyjnie parter zajmuje lokal gospodarczy, czy to sklep, czy restauracja, albo jakiś zakład. Mieszka się na tyłach i na piętrach. Parter zresztą też wieczorami zamienia się w mieszkanie. Np. w restauracji odsuwa się stoliki pod ścianę, a na podłodze rozsiadają się dzieci i zaczynają odrabiać zadania domowe. Żadna przestrzeń się tutaj nie marnuje.

Wietnamska zabudowa w Hanoi

Wietnamska zabudowa w Hanoi

Ho Chi Minh City to ogromne miasto, w całej aglomeracji mieszka ok. 10 – 12 milionów mieszkańców, na których przypada ok. 6 milionów skuterów. Godziny szczytu to tutaj prawdziwy armageddon! Skutery jeżdżą nie tylko po ulicach, ale również po chodnikach. Krawężniki są tutaj ukośne, aby dało się łatwo wjechać na chodnik, a wszystko odbywa się bez sprzeciwu policji. Wietnamczycy właściwie nie poruszają się pieszo, każdy ma skuter. Przestrzeń chodników jest zawłaszczana przez kierowców, ale też przez stoiska, stragany czy stoliki restauracyjne. Skutery trzeba też gdzieś parkować. Przed wieloma sklepami stoją umundurowani pracownicy „security”, których głównym zadaniem zdaje się być parkowanie skuterów. W zasadzie chodniki służą tutaj do wszystkiego, tylko nie do chodzenia.

Godziny szczytu w HCMC. Niezły Sajgon.

Godziny szczytu w HCMC. Niezły Sajgon.

Wietnamczycy używanie skuterów podnieśli do rangi sztuki. Nikogo nie dziwią 4 osoby jadące jednym skuterem. Albo przewóz lodówki czy telewizora plazmowego. Wszystko się zmieści, trzeba to tylko dobrze zaplanować ;)

Kierowca skutera "ciężarowego"

Kierowca skutera „ciężarowego”

W Ho Chi Minh City musieliśmy się też nauczyć przechodzenia przez ulicę. Przepisy drogowe są w Wietnamie mocno umowne, wydaje się że wszyscy jadą jak mają ochotę, a obowiązuje tylko jedna zasada: większy pojazd ma pierwszeństwo. Aby przejść przez jezdnię nie czeka się aż wszyscy przejadą, bo to może nigdy nie nastąpić :) Trzeba wolnym krokiem przechodzić przez jezdnię, zatrzymując się gdy trzeba i nie cofając się. W ten sposób ruch drogowy po prostu nas ominie. Trzeba tylko pamiętać że nie ominie nas w ten sposób duży pojazd, jak autobus, przed nim trzeba się szybko ewakuować :)

Zawsze jest popyt na lusterka do skutera

Zawsze jest popyt na lusterka do skutera

Sajgon nie zachwyca architekturą, ani mnogością zabytków. Odstrasza też ogromnym ruchem ulicznym i hałasem. Na szczęście mogliśmy tutaj znaleźć to co w Azji najlepsze: kuchnię. Poza wspaniałym jedzeniem, które zaczęliśmy poznawać od zupy Pho na śniadanie, łatwo tu znaleźć świetną kawę i zieloną herbatę, którą tak dobrze zapamiętałem również z Tajlandii. Obydwa te napoje najlepsze są na zimno. W HCMC odwiedziliśmy też m.in. Muzeum wojny, które pokazuje wojnę w Wietnamie z miejscowego punktu widzenia. Oczywiście jak przystało na kraj komunistyczny jest też pełne charakterystycznej propagandy.

Plakat propagandowy

Uliczny plakat propagandowy

W okolicach Sajgonu postanowiliśmy też odwiedzić tunele Cu Chi, a właściwie ich część dostępną jako muzeum. Są to tunele wietnamskiej partyzantki, w których żołnierze w czasie wojny przemieszczali się aby atakować przeciwnika zza pleców, ale też ukrywali się w nich przed nalotami i innymi atakami. Potrafili w nich żyć tygodniami, mieli tam szpital, szkoły, kuchnie i inne potrzebne pomieszczenia. Tuneli były setki kilometrów, część z nich można obecnie zwiedzać, są też poszerzone dla turystów w europejskim rozmiarze, gdyż Wietnamczycy są mniejszej postury. Do tunelów Cu Chi dostaliśmy się z pomocą jednej z Travel Agencies, których sporo można znaleźć w centrum miasta.

Przy muzeum tunelów Cu Chi jest też możliwość postrzelania na strzelnicy z ciekawych broni, taki jak np.: M60, M16 czy Kałasznikow.

Na koniec trochę więcej fotografii:

Bitexco Financial Tower

Bitexco Financial Tower

 

Skutery i koguty. To jest w Wietnamie wszędzie.

Skutery i koguty. To jest w Wietnamie wszędzie.

 

Wygląda jak blok mieszkalny. Tymczasem każdy lokal to kawiarnia

Wygląda jak blok mieszkalny. Tymczasem niemal każdy lokal to kawiarnia

 

Zabawy przy fontannie w Sajgonie

Zabawy przy fontannie w Sajgonie

 

Połów ryb siatką w Ho Chi Minh City

Połów ryb siatką w Ho Chi Minh City


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>